Dwudziesty rozdział opublikowałam 14 września, czyli ponad dwa tygodnie temu. Rozumiem, że mogliście tego nie zauważyć, bo miałam długą przerwę...
Jednak jeżeli do 5 października (niedziela) nie pojawi się żaden komentarz pod dwudziestym rozdziałem (nie liczę spamu), to najprawdopodobniej zawieszę bloga na czas nieokreślony. Mam zamiar skończyć to opowiadanie, ale nie muszę go dalej publikować, jeżeli nikt go nie czyta. Mogę pisać dla siebie ;) Jeżeli zawieszę bloga, to, kto wie, może wrócę? Wszystko jest możliwe :)
W dodatku mam teraz mało czasu na pisanie i brak weny... A jeżeli nikt nie czyta i nie komentuje, to nie mam motywacji publikowania mojego opowiadania.
Zobaczymy, co będzie dalej. Wszystko zależy teraz od Was :)
środa, 24 września 2014
niedziela, 14 września 2014
Rozdział 20
Zostałam zaprowadzona przez trzech strażników do
mojego byłego pokoju. Chyba myśleli, że im ucieknę, bo niby po co taka obstawa?
Wystarczyłby jeden strażnik! Czułam się okropnie. Miałam wrażenie, że wchodząc
do pałacu, zostałam pozbawiona wolności. Byłam zależna od Kleopatry, która… No,
nie przepadała za mną.
Strażnicy przepuścili
mnie, żebym pierwsza weszła do pokoju. Kiedy znalazłam się w środku, usłyszałam
za sobą zamykane drzwi. Odwróciłam się. Zamknęli mnie. Szarpnęłam za drzwi, ale
to nic nie dało. Zamknęli mnie na klucz. Opadłam na łóżko i od razu tego
pożałowałam, bo zapomniałam, jakie ono było twarde. Wróciłam do pałacu… Z
własnej woli. Chciałam wyjaśnić wszystko Kleopatrze, poprawić nasze relacje,
udowodnić jej, że nie jestem tą Wojowniczką… A oni mnie zamknęli. Miałam
nadzieję, że będzie wszystko dobrze, że uda mi się porozmawiać z królową, a tu
guzik z tego. Trochę nie rozumiałam zachowania strażników. Przyszłam do pałacu
sama. No dobra, z Gassem. No tak! Czemu byłam taka głupia? To wydaje mi się teraz
oczywiste… Już zrozumiałam. Ci strażnicy na ulicy chcieli mnie złapać i
zaprowadzić do Kleopatry. Ja jednak zrobiłam to za nich. Do tego jeszcze
przekroczyłam próg pałacu u boku Gassa, który jest strażnikiem. Mogli więc
pomyśleć, że to on mnie złapał i przyprowadził… Pewnie królowa wydała rozkaz
odnalezienia i przyprowadzenia mnie do
jej siedziby. No to jej plan na razie się powiódł. Strażnicy zamknęli mnie, bo
nie wiedzą, że przyszłam tu nie z przymusu, tylko z własnej woli. I tak dobrze,
że nie wrzucili mnie do lochu.
Po dłuższym czasie byłam
tak znudzona nic nierobieniem, że położyłam się na łóżku i próbowałam zasnąć. Minęło
kilka godzin od zamknięcia mnie w tym pokoju, bo słońce powoli zachodziło. Zasnęłam.
- Alex! Uważaj! - krzyknął Tar.
Odwróciłam się i zobaczyłam Gassa. Miał miecz w ręku. Zaatakował mnie.
Byłam zszokowana, ale uciekłam na bok. Miecz strażnika nawet mnie nie dotknął.
Po chwili uświadomiłam sobie, że Gass jest pode mną. Dyszał ciężko, a ja nie
pozwalałam mu się podnieść, trzymając kolana na jego klatce piersiowej. Unieruchomiłam
go, a Tarik chwycił jego nogi. Zauważyłam także, że miałam w ręku miecz
strażnika. I to nie koniec tego wszystkiego... Trzymałam miecz na gardle
Gassa. Jakimś sposobem musiałam wyrwać mu go z ręki i powalić go na ziemię… Tylko dlaczego nie
miałam świadomości o tym, co się stało?
Sceneria się zmieniła. Stałam w jakimś
pokoju. Znajdowało się tam jedynie krzesło, stolik, skrzynia i łóżko. Wszystko
było białe… Prawie wszystko. Wyróżniało się kolorem jedynie jakieś dziecko w
łóżku. Podeszłam bliżej. Leżał tam mały chłopiec,
powiedziałabym, że miał może jakieś trzy latka, ale nigdy nie byłam dobra w
zgadywaniu wieku. W każdym razie ten chłopiec się na mnie patrzył, a ja na
niego. Chciałam się zapytać co tu robi, ale nawet nie byłam w stanie otworzyć
ust. Nie wiedziałam co robić i jak się zachować. W końcu zdecydowałam się
usiąść na krześle.
Otworzyłam oczy i wrzasnęłam, bo
nade mną pochylała się Donia. Służąca szybko się wyprostowała. Była
zakłopotana, ale starała się to ukryć. Tłumaczyła się, że musiała mnie
obudzić. Nie pytałam o nic więcej, bo myślałam o moim śnie. Kiedy Donia
zaczęła mówić mi, jak się powinnam zachowywać przy Kleopatrze, zostawiłam moje
rozmyślania na później. Służąca oznajmiła mi, że niedługo zobaczę królową. Co
chwilę do swojego wykładu wtrącało to, że jak coś pójdzie nie tak… to Kleopatra
o tym nie zapomni i będę musiała ponieść ciężkie konsekwencje.
Do sali tronowej zaprowadziło
mnie dwóch strażników. Czułam wściekłość przez to towarzystwo, ale i tak nie
było źle. No ale jak ja miałam czuć się swobodnie, kiedy miałam obstawę w postaci
dwóch strażników i szłam na spotkanie z królową Egiptu?! Trochę bałam się tej
rozmowy. W końcu teraz to nie jest gadanie o tym, skąd jestem i skąd mam takie
dziwne ubranie. Byłam pewna, że Kleopatra oczekuje ode mnie przeprosin, ale ja
bym tego nigdy nie zrobiła. Wiedziałam, że jest królową, ma ogromną władzę i
może zrobić mi co chce, ale to właśnie ona powinna mnie przeprosić i przyznać
mi rację. Ale oczywiście ja, dziewczyna z przyszłości, nie mam prawa dyskutować
z głową Egiptu. Donia radziła mi, żebym uważała na to, co mówię. Postanowiłam,
że się chociaż trochę postaram. Przez całą drogę moja obstawa nie otworzyła
ust. Nawet przez chwilę myślałam, że wycięto im języki. Za dużo czytam i przez
to żyję w trochę innym świecie. Chociaż jeszcze niedawno myślałam, że teleportacja
i podróż w czasie występują jedynie w książkach i filmach… Jednak nie.
Strażnicy zatrzymali się, więc
zrobiłam to samo, co oni. Jeden spojrzał na mnie i otworzył drzwi, przed
którymi staliśmy. Nie wszedł do środka, bo czekał, aż ja to zrobię. Jednak
nadal nie ruszyłam się z miejsca. Może to się wydawać bardzo głupie, ale
naprawdę chciałam sprawdzić, czy umieją wydać jakiś dźwięk. Zniecierpliwiony
strażnik pokazał ręką, żebym weszła. Oczywiście udawałam, że go nie
zrozumiałam. Drugi także stracił cierpliwość i popchnął mnie do przodu. Trochę
się zbliżyłam do wejścia, ale nadal nie przekroczyłam progu.
- Wchodź
wreszcie! – warknął ten przy drzwiach.
Przynajmniej
jeden miał język i potrafił go użyć. Tyle mi wystarczyło, więc weszłam pewnym
krokiem do sali tronowej.
Pamiętacie mnie jeszcze? ;)
Przepraszam za tą długą przerwę... Najpierw wakacje, a teraz szkoły :/
Krótki rozdział, ale jest ;) Co o nim sądzicie? Jeżeli go czytasz, to zostaw jakiś komentarz! Może być nawet jedno słowo. Dla mnie to bardzo ważne.
Następny rozdział pojawi się (najwcześniej) w połowie, ale bardziej prawdopodobne jest, że pod koniec października. Będę starała się dodawać jeden rozdział w miesiącu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie ;)
Przepraszam za tą długą przerwę... Najpierw wakacje, a teraz szkoły :/
Krótki rozdział, ale jest ;) Co o nim sądzicie? Jeżeli go czytasz, to zostaw jakiś komentarz! Może być nawet jedno słowo. Dla mnie to bardzo ważne.
Następny rozdział pojawi się (najwcześniej) w połowie, ale bardziej prawdopodobne jest, że pod koniec października. Będę starała się dodawać jeden rozdział w miesiącu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
czwartek, 28 sierpnia 2014
Krótka informacja
Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale sami wiecie, jak to jest w wakacje. Nie mogłam tego wcześniej zrobić...
Następny rozdział dodam we wrześniu. Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie ;)
Życzę miłej końcówki wakacji!
Następny rozdział dodam we wrześniu. Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie ;)
Życzę miłej końcówki wakacji!
piątek, 20 czerwca 2014
Rocznica bloga
UWAGA, UWAGA!
OGŁASZAM, ŻE MINĘŁA ROCZNICA BLOGA "PODRÓŻ W CZASIE"!
Dokładnie miała miejsce 15 czerwca.
Z tej okazji chciałabym podziękować wszystkim, którzy komentowali moje rozdziały.
(kolejność przypadkowa)
Nawet nie wiem, kiedy to się stało... Ale dziękuję za ponad 2400 wyświetleń! *.*
Rozdział niedługo opublikuję ;) Tymczasem możecie przeczytać mój opis opowiadaniowy/opowiadanie opisowe XD
OGŁASZAM, ŻE MINĘŁA ROCZNICA BLOGA "PODRÓŻ W CZASIE"!
Dokładnie miała miejsce 15 czerwca.
Z tej okazji chciałabym podziękować wszystkim, którzy komentowali moje rozdziały.
(kolejność przypadkowa)
- Starlette - dziękuje ci <3 skomentowałaś prawie każdy mój rozdział *.* nawet nie wiesz, jak mnie to motywuje :*
- Malwa - dziękuję za wszystko <3 dziękuję, że wysłuchiwałaś moich narzekań na bloga, za twoją motywację i pytania o następny rozdział... nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła :* no i oczywiście dziękuję za komentarz pod 19 rozdziałem *.* naprawdę mnie zaskoczyłaś XD
- Merr - może i nie pod każdym postem był twój komentarz, ale jak już pisałaś, to długości mojego rozdziału *.* dobra, może trochę przesadzam XD dziękuję <3
- Numer 10 - dziękuję za każdy komentarz i pytania ;)
- El Elliez - tobie też dziękuję za komentarze :)
- Tantal Mortes, Noa Darks, Bielana - niedawno tu trafiłyście... i podziwiam was, że wszystko przeczytałyście :O dziękuję za wasze komentarze :)
- Evell - hmm... za często tu nie byłaś, ale nie mogło cię tutaj zabraknąć :P no i dziękuję za twoje komentarze XD
- ZuPe, Dżar Jar, Akito Miyake (Jula), Julia Bartczak, Weronika Ch., Fryderyk S. - chyba już tego nie czytacie XD ale co tam, dziękuję za skomentowanie moich pierwszych rozdziałów :P
Nawet nie wiem, kiedy to się stało... Ale dziękuję za ponad 2400 wyświetleń! *.*
Rozdział niedługo opublikuję ;) Tymczasem możecie przeczytać mój opis opowiadaniowy/opowiadanie opisowe XD
Tego dnia miałam
małego doła, więc poszłam do mojej najlepszej przyjaciółki, żeby się wyżalić.
Normalnie droga do jej domu zajmowała mi niecałe dziesięć minut pieszo, ale tym
razem się wlokłam. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam jak i kiedy mała,
wąska warszawska ulica zamieniła się w gęsty bór. Nigdy wcześniej nie trafiłam
do tego lasu. Nie miałam pojęcia, że w centrum stolicy Polski może znajdować
się bór. Drzewa tworzyły w miarę równe rzędy, więc można by pomyśleć, że
zostały posadzone przez człowieka. Stałam na jedynej ścieżce, która prowadziła
prosto. Nie potrafiłam dostrzec ani jednego zakrętu, a iglaki otaczały leśną
dróżkę.
Nie znałam tego
miejsca i chciałam jak najszybciej zawrócić. Jednak kiedy wykonałam jeden krok
w przeciwnym kierunku, walnęłam w coś, co mocno odepchnęło mnie do tyłu.
Upadłam. W moje palce wbiły się igły, przez co syknęłam z bólu. Całe moje ciało
było obolałe. Oddychałam ciężko, wdychając wilgotne powietrze. Powoli znowu stanęłam
na nogach, wyjęłam igły z rąk i rozejrzałam się dookoła. Nie dostrzegłam nic
oprócz tej samej ścieżki i drzew iglastych. Żadnych ptaków, robaków... Tylko
ja, zwykła piętnastolatka w niebieskiej letniej sukience i w granatowych
trampkach, oraz bór w sercu stolicy. Nadal nie wiedziałam, dlaczego upadłam.
Wyciągnęłam prawą rękę w kierunku, w którym przed chwilą chciałam się udać.
Poczułam ból w palcach, więc odruchowo się cofnęłam. Ból nie ustawał, ale na
moich dłoniach nie było nic widać. Miałam złe przeczucia co do tej ścieżki,
więc pragnęłam znaleźć jakąś inną drogę. Jednak kiedy chciałam zboczyć ze
szlaku, drzewa ustawiły się tak, żeby mi to uniemożliwić. Z braku innego
wyjścia, ruszyłam przed siebie wyznaczoną dróżką. Przez panującą w borze ciszę
słyszałam każdy mój krok. Wydawało mi się, że ta podróż nie ma końca. Przez
cały czas ścieżka prowadziła prosto, a iglaki pilnowały, żebym przypadkiem z
niej nie zeszła.
Kiedy miałam już tego
boru naprawdę dość, usiadłam na środku ścieżki i zamknęłam oczy. Sama nie
wiedziałam, dlaczego to zrobiłam, ale tak podpowiedziała mi intuicja. Po chwili
otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jest ciemno, a ja wiszę w powietrzu. Bór
zniknął, a tylko ja zostałam. Czułam się dziwnie, siedząc tak pośród czerni.
Nagle musiałam zmrużyć oczy przez oślepiające białe światło. Gdy mój wzrok
przyzwyczaił się do jasności, zobaczyłam przede mną ogromne ozdobne drzwi.
Wstałam, a wrota same się otworzyły. Nie mając innej możliwości, wkroczyłam w
nieznane.
środa, 7 maja 2014
Rozdział 19
Z dedykacją dla tych, którzy skomentowali osiemnasty rozdział ;)
Czyli:
Starlette
Tantal Mortes
Bielana
Noa Dark
The Lotka
(kolejność przypadkowa)
Dziękuję Wam! :*
Rano zostałam obudzona przez Tarika, który musiał mną lekko potrząsnąć. Nie przepadałam za tą formą pobudki, ale tym razem nie miałam nic przeciwko. Chłopak robił to w miarę delikatnie… Nie rozumiałam co się ze mną działo. Robiłam się coraz dziwniejsza.
Z tego rozdziału jestem w miarę zadowolona, ale oceńcie sami ;) Wiem, że chyba trochę przesadziłam z dialogami, ale już następna notka będzie bardziej opisowa.
Czyli:
Starlette
Tantal Mortes
Bielana
Noa Dark
The Lotka
(kolejność przypadkowa)
Dziękuję Wam! :*
Rano zostałam obudzona przez Tarika, który musiał mną lekko potrząsnąć. Nie przepadałam za tą formą pobudki, ale tym razem nie miałam nic przeciwko. Chłopak robił to w miarę delikatnie… Nie rozumiałam co się ze mną działo. Robiłam się coraz dziwniejsza.
- Alex, wstawaj… - powtarzał w kółko chłopak,
dopóki nie otworzyłam oczu.
Powoli usiadłam na łóżku, ziewając. Albo mi się
zdawało, albo na twarzy Tara pojawił się cień uśmiechu.
- Pamiętaj, że wracasz dzisiaj do pałacu… -
przypomniał Tarik i wyszedł.
Brzmiało
to tak, jakby był w tym jakiś ukryty podtekst… Przecież wiedziałam o tym, że
wracam do pałacu. Nie musiał mi o tym
przypominać. Nie miałam pojęcia o co mu chodziło. A może to ja za dużo
się zastanawiałam? Wstałam i skierowałam się do łazienki. We szkle, które było
lustrem, zobaczyłam ciemną blondynkę z rozczochranymi włosami, rozmazanym
makijażem i małymi dołkami pod oczami. Widać było, że trochę płakała. Chwila…
To byłam ja! Super. To ja tak świetnie wyglądałam. Nie domyłam wczoraj tego makijażu, to mi się rozmazał, po prostu wspaniale. Dopiero wtedy zrozumiałam, o
co chodziło Tarikowi. Musiałam doprowadzić się do jakiegoś porządku przed
pójściem do pałacu.
Miałam
mały problem z właściwym ułożeniem mojego egipskiego ubrania, ale mniej więcej
przypomniałam sobie, jak to zrobiła Donia. Rezultat nie był taki tragiczny…
Kiedy rzuciłam okiem na półkę, na której znajdowały się różnego rodzaju
kosmetyki i makijaże, zrezygnowałam z „upiększania się”. Tarik miał
zdecydowanie mniejszy wybór niż w pałacu, ale i tak nie wiedziałam, co do czego
służy. Po prostu opłukałam twarz wodą.
Wyszłam z łazienki, żeby
pościelić łóżko. Kiedy układałam „kołdrę” poczułam coś twardego. Zdziwiłam się.
Co to mogło być? Jak spałam, to niczego nie czułam… Po chwili w pościeli
znalazłam… mój telefon. Tego to się naprawdę nie spodziewałam. Musiałam go mieć
w kieszeni szaty. Wcześniej jakoś go nie zauważyłam. Wzięłam go do ręki i
spróbowałam włączyć (tak, był wyłączony). O dziwo… Działał! Wow, miałam 71%
baterii! Nie mogłam w to uwierzyć. To przecież niemożliwe. Przetarłam oczy,
żeby się upewnić czy to się dzieje naprawdę. A jednak… Mój telefon działał,
miał sporo baterii i do tego miał zasięg! Mały, ale był. Nic z tego nie rozumiałam. Jak to
możliwe, że miałam zasięg w starożytnej Aleksandrii?! Chciałam zadzwonić do kogokolwiek, ale stwierdziłam, że może chwilę poczekać. Wyłączyłam telefon i
włożyłam go do kieszeni. Później się nad tym zastanowię.
Kiedy Tarik mnie zobaczył,
powiedział, że ładnie wyglądam tylko nie jak Egipcjanka. Po prostu fatalnie
założyłam ten strój, a chłopak chciał być miły.
- Twój ubiór jakoś dziwnie się układa, Alex… -
zauważył Tarik.
- Właśnie wiem. Miałam z tym mały problem.
- Poczekaj, poprawię ci…
Podszedł do mnie i ocenił, gdzie popełniłam
błąd.
- Mogę? – zapytał niepewnie, wskazując moje lewe ramię.
- Jasne. – odpowiedziałam bez zastanowienia.
Delikatnie poprawił moje ubranie.
- Teraz trochę lepiej… - uśmiechnął się.
- Dziękuję. – odwzajemniłam uśmiech.
Potem
Tarik podał mi kromkę chleba, która była już posmarowana czymś, co wyglądało
jak masło, tylko pomieszane z… Dobra, nieważne. W każdym razie smakowało lepiej
niż wyglądało. Tarik zjadł to samo co ja.
Gdy
skończyliśmy, wyszliśmy z jego domu. Musiałam się pogodzić z myślą, że wracam
do pałacu.
- Alex, mnie na pewno tam nie wpuszczą, więc
jestem w stanie jedynie zaprowadzić cię
na tyle blisko, na ile mogę…
Chciałam odpowiedzieć: „Spoko”, ale na
szczęście w ostatniej chwili zorientowałam się, że tego nie zrozumie. Dlatego
zamiast tego powiedziałam:
- Nie wiem jak ci za to wszystko podziękować,
Tar. Tyle dla mnie zrobiłeś, a ja nic…
- Alex! – wydawał się zdumiony – Ja tylko
próbuję ci pomóc.
- I właśnie za to ci dziękuję… - próbowałam mu
wytłumaczyć.
- Nie masz za co. – roześmiał się.
- Mam.
- Nie.
- Tak!
- Nie!
- Ja wiem swoje. – także się roześmiałam. Tarik
był taki uparty… Ok, dobra, ja też trochę byłam.
- A ja swoje. – mrugnął w odpowiedzi.
Śmialiśmy
się dopóty, dopóki Tarik nie oznajmił, że jesteśmy niedaleko. Całą tą drogę
przebyliśmy tak szybko… Albo tak błyskawicznie to zleciało. Naprawdę byliśmy
niedaleko (Tarik jak zwykle miał rację), bo po chwili ujrzałam pałac. Stanęłam.
Nie byłam pewna czy chcę tam wrócić. Znowu przecież mogłam wylądować w lochu…
Nie miałam ochoty powtarzać pobytu w celi. Co to, to nie.
- Alex? – wyrwał mnie z rozmyślań głos Tarika.
- Ja… Przepraszam. Chodźmy.
Widziałam, jak zastanawiał się, o czym
pomyślałam. Musiał się domyślić, bo ścisnął mnie za rękę, żeby dodać mi otuchy.
- Będzie dobrze, zobaczysz… - powiedział mi
cicho do ucha.
- Mam taką nadzieję – szepnęłam. Nie
wiedziałam czy mnie usłyszał, ale to nieistotne.
Tarik puścił moją rękę i poszliśmy powoli
dalej. Nagle zobaczyłam… Tak, to na pewno był…
- Gass! – zawołałam i ruszyłam w jego stronę.
Nie usłyszał.
- GASS! – krzyknęłam głośniej i przyspieszyłam.
Tym razem usłyszał i odwrócił się do mnie.
- Alex? – zdziwił się.
Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale rzuciłam mu
się na szyję. Gass był tak zaskoczony, że dopiero po chwili odwzajemnił uścisk.
Kiedy go puściłam, zorientowałam się, że Tarik już zdążył do nas dołączyć.
Wydawało mi się, że w jego oczach krył się… ból? rozczarowanie? Nie
potrafiłam tego zrozumieć, ale poczułam się trochę głupio. Sama nie wiedziałam
dlaczego. Coś jest ze mną nie tak.
- Znacie się? – zapytałam, przerywając niezręczną ciszę.
- Tak… - odparł Gass.
Po ich zachowaniu domyśliłam się, że nie były to dobre stosunki. Owszem,
znali się, ale widać było, że nie przepadają za sobą.
- Witaj, Tarik. – wycedził przez zęby strażnik.
- Witaj, Gasser. – odpowiedział takim samym tonem Tar.
Nie wiedziałam, jak przerwać to napięcie między nimi. Wzrastało ono z każdą
sekundą milczenia. Strażnik Kleopatry i egipski chłop mierzyli się morderczymi
spojrzeniami. Dobra, może trochę przesadzam, ale to naprawdę mnie
przerażało.
- Alex, ja już powinienem iść. – powiedział Tar nadal patrząc na Gassa.
Nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Podeszłam do Tara i popatrzyłam mu
w oczy. Wtedy przeniósł swój wzrok ze strażnika na mnie. Od razu złagodniał,
przez co poczułam się trochę lepiej. Po chwili wahania zbliżyłam się do niego i lekko
przytuliłam. Tarik oddał delikatnie uścisk.
- Do zobaczenia, Alex. – szepnął mi do ucha.
Nie wiedziałam, kiedy go znowu zobaczę i nie miałam pojęcia, co mu
odpowiedzieć.
Tarik puścił mnie, ostatni raz na mnie spojrzał i odszedł. Tak po prostu.
Nie ruszyłam się z miejsca.
- Chodź już, Alex.- ponaglił mnie Gass, ale ja nadal stałam.
Dopiero gdy Tarik
zniknął mi z oczu, odpowiedziałam tak cicho, żeby nawet Gass mnie nie usłyszał:
- Do zobaczenia, Tar…
Wzięłam głęboki oddech, odwróciłam się na pięcie i poszłam za
strażnikiem do pałacu.
~~~~~~~~~~~~~~
Z tego rozdziału jestem w miarę zadowolona, ale oceńcie sami ;) Wiem, że chyba trochę przesadziłam z dialogami, ale już następna notka będzie bardziej opisowa.
Bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału... Teraz strasznie cierpię na brak weny ;_; Nie wiem, kiedy opublikuję następny post, ale postaram się za dwa (wątpię) lub trzy (bardziej prawdopodobne) tygodnie. Niech Apollo się nade mną zlituje! No i w dodatku teraz mam ze wszystkiego sprawdziany, egzaminy końcowe...
Może Wy mnie jakoś zmotywujecie, komentując? ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Subskrybuj:
Posty (Atom)