Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale sami wiecie, jak to jest w wakacje. Nie mogłam tego wcześniej zrobić...
Następny rozdział dodam we wrześniu. Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie ;)
Życzę miłej końcówki wakacji!
czwartek, 28 sierpnia 2014
piątek, 20 czerwca 2014
Rocznica bloga
UWAGA, UWAGA!
OGŁASZAM, ŻE MINĘŁA ROCZNICA BLOGA "PODRÓŻ W CZASIE"!
Dokładnie miała miejsce 15 czerwca.
Z tej okazji chciałabym podziękować wszystkim, którzy komentowali moje rozdziały.
(kolejność przypadkowa)
Nawet nie wiem, kiedy to się stało... Ale dziękuję za ponad 2400 wyświetleń! *.*
Rozdział niedługo opublikuję ;) Tymczasem możecie przeczytać mój opis opowiadaniowy/opowiadanie opisowe XD
OGŁASZAM, ŻE MINĘŁA ROCZNICA BLOGA "PODRÓŻ W CZASIE"!
Dokładnie miała miejsce 15 czerwca.
Z tej okazji chciałabym podziękować wszystkim, którzy komentowali moje rozdziały.
(kolejność przypadkowa)
- Starlette - dziękuje ci <3 skomentowałaś prawie każdy mój rozdział *.* nawet nie wiesz, jak mnie to motywuje :*
- Malwa - dziękuję za wszystko <3 dziękuję, że wysłuchiwałaś moich narzekań na bloga, za twoją motywację i pytania o następny rozdział... nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła :* no i oczywiście dziękuję za komentarz pod 19 rozdziałem *.* naprawdę mnie zaskoczyłaś XD
- Merr - może i nie pod każdym postem był twój komentarz, ale jak już pisałaś, to długości mojego rozdziału *.* dobra, może trochę przesadzam XD dziękuję <3
- Numer 10 - dziękuję za każdy komentarz i pytania ;)
- El Elliez - tobie też dziękuję za komentarze :)
- Tantal Mortes, Noa Darks, Bielana - niedawno tu trafiłyście... i podziwiam was, że wszystko przeczytałyście :O dziękuję za wasze komentarze :)
- Evell - hmm... za często tu nie byłaś, ale nie mogło cię tutaj zabraknąć :P no i dziękuję za twoje komentarze XD
- ZuPe, Dżar Jar, Akito Miyake (Jula), Julia Bartczak, Weronika Ch., Fryderyk S. - chyba już tego nie czytacie XD ale co tam, dziękuję za skomentowanie moich pierwszych rozdziałów :P
Nawet nie wiem, kiedy to się stało... Ale dziękuję za ponad 2400 wyświetleń! *.*
Rozdział niedługo opublikuję ;) Tymczasem możecie przeczytać mój opis opowiadaniowy/opowiadanie opisowe XD
Tego dnia miałam
małego doła, więc poszłam do mojej najlepszej przyjaciółki, żeby się wyżalić.
Normalnie droga do jej domu zajmowała mi niecałe dziesięć minut pieszo, ale tym
razem się wlokłam. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam jak i kiedy mała,
wąska warszawska ulica zamieniła się w gęsty bór. Nigdy wcześniej nie trafiłam
do tego lasu. Nie miałam pojęcia, że w centrum stolicy Polski może znajdować
się bór. Drzewa tworzyły w miarę równe rzędy, więc można by pomyśleć, że
zostały posadzone przez człowieka. Stałam na jedynej ścieżce, która prowadziła
prosto. Nie potrafiłam dostrzec ani jednego zakrętu, a iglaki otaczały leśną
dróżkę.
Nie znałam tego
miejsca i chciałam jak najszybciej zawrócić. Jednak kiedy wykonałam jeden krok
w przeciwnym kierunku, walnęłam w coś, co mocno odepchnęło mnie do tyłu.
Upadłam. W moje palce wbiły się igły, przez co syknęłam z bólu. Całe moje ciało
było obolałe. Oddychałam ciężko, wdychając wilgotne powietrze. Powoli znowu stanęłam
na nogach, wyjęłam igły z rąk i rozejrzałam się dookoła. Nie dostrzegłam nic
oprócz tej samej ścieżki i drzew iglastych. Żadnych ptaków, robaków... Tylko
ja, zwykła piętnastolatka w niebieskiej letniej sukience i w granatowych
trampkach, oraz bór w sercu stolicy. Nadal nie wiedziałam, dlaczego upadłam.
Wyciągnęłam prawą rękę w kierunku, w którym przed chwilą chciałam się udać.
Poczułam ból w palcach, więc odruchowo się cofnęłam. Ból nie ustawał, ale na
moich dłoniach nie było nic widać. Miałam złe przeczucia co do tej ścieżki,
więc pragnęłam znaleźć jakąś inną drogę. Jednak kiedy chciałam zboczyć ze
szlaku, drzewa ustawiły się tak, żeby mi to uniemożliwić. Z braku innego
wyjścia, ruszyłam przed siebie wyznaczoną dróżką. Przez panującą w borze ciszę
słyszałam każdy mój krok. Wydawało mi się, że ta podróż nie ma końca. Przez
cały czas ścieżka prowadziła prosto, a iglaki pilnowały, żebym przypadkiem z
niej nie zeszła.
Kiedy miałam już tego
boru naprawdę dość, usiadłam na środku ścieżki i zamknęłam oczy. Sama nie
wiedziałam, dlaczego to zrobiłam, ale tak podpowiedziała mi intuicja. Po chwili
otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jest ciemno, a ja wiszę w powietrzu. Bór
zniknął, a tylko ja zostałam. Czułam się dziwnie, siedząc tak pośród czerni.
Nagle musiałam zmrużyć oczy przez oślepiające białe światło. Gdy mój wzrok
przyzwyczaił się do jasności, zobaczyłam przede mną ogromne ozdobne drzwi.
Wstałam, a wrota same się otworzyły. Nie mając innej możliwości, wkroczyłam w
nieznane.
środa, 7 maja 2014
Rozdział 19
Z dedykacją dla tych, którzy skomentowali osiemnasty rozdział ;)
Czyli:
Starlette
Tantal Mortes
Bielana
Noa Dark
The Lotka
(kolejność przypadkowa)
Dziękuję Wam! :*
Rano zostałam obudzona przez Tarika, który musiał mną lekko potrząsnąć. Nie przepadałam za tą formą pobudki, ale tym razem nie miałam nic przeciwko. Chłopak robił to w miarę delikatnie… Nie rozumiałam co się ze mną działo. Robiłam się coraz dziwniejsza.
Z tego rozdziału jestem w miarę zadowolona, ale oceńcie sami ;) Wiem, że chyba trochę przesadziłam z dialogami, ale już następna notka będzie bardziej opisowa.
Czyli:
Starlette
Tantal Mortes
Bielana
Noa Dark
The Lotka
(kolejność przypadkowa)
Dziękuję Wam! :*
Rano zostałam obudzona przez Tarika, który musiał mną lekko potrząsnąć. Nie przepadałam za tą formą pobudki, ale tym razem nie miałam nic przeciwko. Chłopak robił to w miarę delikatnie… Nie rozumiałam co się ze mną działo. Robiłam się coraz dziwniejsza.
- Alex, wstawaj… - powtarzał w kółko chłopak,
dopóki nie otworzyłam oczu.
Powoli usiadłam na łóżku, ziewając. Albo mi się
zdawało, albo na twarzy Tara pojawił się cień uśmiechu.
- Pamiętaj, że wracasz dzisiaj do pałacu… -
przypomniał Tarik i wyszedł.
Brzmiało
to tak, jakby był w tym jakiś ukryty podtekst… Przecież wiedziałam o tym, że
wracam do pałacu. Nie musiał mi o tym
przypominać. Nie miałam pojęcia o co mu chodziło. A może to ja za dużo
się zastanawiałam? Wstałam i skierowałam się do łazienki. We szkle, które było
lustrem, zobaczyłam ciemną blondynkę z rozczochranymi włosami, rozmazanym
makijażem i małymi dołkami pod oczami. Widać było, że trochę płakała. Chwila…
To byłam ja! Super. To ja tak świetnie wyglądałam. Nie domyłam wczoraj tego makijażu, to mi się rozmazał, po prostu wspaniale. Dopiero wtedy zrozumiałam, o
co chodziło Tarikowi. Musiałam doprowadzić się do jakiegoś porządku przed
pójściem do pałacu.
Miałam
mały problem z właściwym ułożeniem mojego egipskiego ubrania, ale mniej więcej
przypomniałam sobie, jak to zrobiła Donia. Rezultat nie był taki tragiczny…
Kiedy rzuciłam okiem na półkę, na której znajdowały się różnego rodzaju
kosmetyki i makijaże, zrezygnowałam z „upiększania się”. Tarik miał
zdecydowanie mniejszy wybór niż w pałacu, ale i tak nie wiedziałam, co do czego
służy. Po prostu opłukałam twarz wodą.
Wyszłam z łazienki, żeby
pościelić łóżko. Kiedy układałam „kołdrę” poczułam coś twardego. Zdziwiłam się.
Co to mogło być? Jak spałam, to niczego nie czułam… Po chwili w pościeli
znalazłam… mój telefon. Tego to się naprawdę nie spodziewałam. Musiałam go mieć
w kieszeni szaty. Wcześniej jakoś go nie zauważyłam. Wzięłam go do ręki i
spróbowałam włączyć (tak, był wyłączony). O dziwo… Działał! Wow, miałam 71%
baterii! Nie mogłam w to uwierzyć. To przecież niemożliwe. Przetarłam oczy,
żeby się upewnić czy to się dzieje naprawdę. A jednak… Mój telefon działał,
miał sporo baterii i do tego miał zasięg! Mały, ale był. Nic z tego nie rozumiałam. Jak to
możliwe, że miałam zasięg w starożytnej Aleksandrii?! Chciałam zadzwonić do kogokolwiek, ale stwierdziłam, że może chwilę poczekać. Wyłączyłam telefon i
włożyłam go do kieszeni. Później się nad tym zastanowię.
Kiedy Tarik mnie zobaczył,
powiedział, że ładnie wyglądam tylko nie jak Egipcjanka. Po prostu fatalnie
założyłam ten strój, a chłopak chciał być miły.
- Twój ubiór jakoś dziwnie się układa, Alex… -
zauważył Tarik.
- Właśnie wiem. Miałam z tym mały problem.
- Poczekaj, poprawię ci…
Podszedł do mnie i ocenił, gdzie popełniłam
błąd.
- Mogę? – zapytał niepewnie, wskazując moje lewe ramię.
- Jasne. – odpowiedziałam bez zastanowienia.
Delikatnie poprawił moje ubranie.
- Teraz trochę lepiej… - uśmiechnął się.
- Dziękuję. – odwzajemniłam uśmiech.
Potem
Tarik podał mi kromkę chleba, która była już posmarowana czymś, co wyglądało
jak masło, tylko pomieszane z… Dobra, nieważne. W każdym razie smakowało lepiej
niż wyglądało. Tarik zjadł to samo co ja.
Gdy
skończyliśmy, wyszliśmy z jego domu. Musiałam się pogodzić z myślą, że wracam
do pałacu.
- Alex, mnie na pewno tam nie wpuszczą, więc
jestem w stanie jedynie zaprowadzić cię
na tyle blisko, na ile mogę…
Chciałam odpowiedzieć: „Spoko”, ale na
szczęście w ostatniej chwili zorientowałam się, że tego nie zrozumie. Dlatego
zamiast tego powiedziałam:
- Nie wiem jak ci za to wszystko podziękować,
Tar. Tyle dla mnie zrobiłeś, a ja nic…
- Alex! – wydawał się zdumiony – Ja tylko
próbuję ci pomóc.
- I właśnie za to ci dziękuję… - próbowałam mu
wytłumaczyć.
- Nie masz za co. – roześmiał się.
- Mam.
- Nie.
- Tak!
- Nie!
- Ja wiem swoje. – także się roześmiałam. Tarik
był taki uparty… Ok, dobra, ja też trochę byłam.
- A ja swoje. – mrugnął w odpowiedzi.
Śmialiśmy
się dopóty, dopóki Tarik nie oznajmił, że jesteśmy niedaleko. Całą tą drogę
przebyliśmy tak szybko… Albo tak błyskawicznie to zleciało. Naprawdę byliśmy
niedaleko (Tarik jak zwykle miał rację), bo po chwili ujrzałam pałac. Stanęłam.
Nie byłam pewna czy chcę tam wrócić. Znowu przecież mogłam wylądować w lochu…
Nie miałam ochoty powtarzać pobytu w celi. Co to, to nie.
- Alex? – wyrwał mnie z rozmyślań głos Tarika.
- Ja… Przepraszam. Chodźmy.
Widziałam, jak zastanawiał się, o czym
pomyślałam. Musiał się domyślić, bo ścisnął mnie za rękę, żeby dodać mi otuchy.
- Będzie dobrze, zobaczysz… - powiedział mi
cicho do ucha.
- Mam taką nadzieję – szepnęłam. Nie
wiedziałam czy mnie usłyszał, ale to nieistotne.
Tarik puścił moją rękę i poszliśmy powoli
dalej. Nagle zobaczyłam… Tak, to na pewno był…
- Gass! – zawołałam i ruszyłam w jego stronę.
Nie usłyszał.
- GASS! – krzyknęłam głośniej i przyspieszyłam.
Tym razem usłyszał i odwrócił się do mnie.
- Alex? – zdziwił się.
Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale rzuciłam mu
się na szyję. Gass był tak zaskoczony, że dopiero po chwili odwzajemnił uścisk.
Kiedy go puściłam, zorientowałam się, że Tarik już zdążył do nas dołączyć.
Wydawało mi się, że w jego oczach krył się… ból? rozczarowanie? Nie
potrafiłam tego zrozumieć, ale poczułam się trochę głupio. Sama nie wiedziałam
dlaczego. Coś jest ze mną nie tak.
- Znacie się? – zapytałam, przerywając niezręczną ciszę.
- Tak… - odparł Gass.
Po ich zachowaniu domyśliłam się, że nie były to dobre stosunki. Owszem,
znali się, ale widać było, że nie przepadają za sobą.
- Witaj, Tarik. – wycedził przez zęby strażnik.
- Witaj, Gasser. – odpowiedział takim samym tonem Tar.
Nie wiedziałam, jak przerwać to napięcie między nimi. Wzrastało ono z każdą
sekundą milczenia. Strażnik Kleopatry i egipski chłop mierzyli się morderczymi
spojrzeniami. Dobra, może trochę przesadzam, ale to naprawdę mnie
przerażało.
- Alex, ja już powinienem iść. – powiedział Tar nadal patrząc na Gassa.
Nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Podeszłam do Tara i popatrzyłam mu
w oczy. Wtedy przeniósł swój wzrok ze strażnika na mnie. Od razu złagodniał,
przez co poczułam się trochę lepiej. Po chwili wahania zbliżyłam się do niego i lekko
przytuliłam. Tarik oddał delikatnie uścisk.
- Do zobaczenia, Alex. – szepnął mi do ucha.
Nie wiedziałam, kiedy go znowu zobaczę i nie miałam pojęcia, co mu
odpowiedzieć.
Tarik puścił mnie, ostatni raz na mnie spojrzał i odszedł. Tak po prostu.
Nie ruszyłam się z miejsca.
- Chodź już, Alex.- ponaglił mnie Gass, ale ja nadal stałam.
Dopiero gdy Tarik
zniknął mi z oczu, odpowiedziałam tak cicho, żeby nawet Gass mnie nie usłyszał:
- Do zobaczenia, Tar…
Wzięłam głęboki oddech, odwróciłam się na pięcie i poszłam za
strażnikiem do pałacu.
~~~~~~~~~~~~~~
Z tego rozdziału jestem w miarę zadowolona, ale oceńcie sami ;) Wiem, że chyba trochę przesadziłam z dialogami, ale już następna notka będzie bardziej opisowa.
Bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału... Teraz strasznie cierpię na brak weny ;_; Nie wiem, kiedy opublikuję następny post, ale postaram się za dwa (wątpię) lub trzy (bardziej prawdopodobne) tygodnie. Niech Apollo się nade mną zlituje! No i w dodatku teraz mam ze wszystkiego sprawdziany, egzaminy końcowe...
Może Wy mnie jakoś zmotywujecie, komentując? ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział 18
Z dedykacją dla Malwy <3
Szliśmy w
milczeniu. Ściemniało się coraz bardziej, a nadal nie zauważyłam pałacu. Długo
byłam w domu Abli. Za długo. Teraz był już późny wieczór...
- Tarik, jeszcze
daleko?
- Tak - odwrócił się
do mnie - Nie dojdziemy tam szybko nawet biegnąc... - zastanawiał się, co zrobić
- Musisz tam być dzisiaj?
- Nie... W sumie, to
mi się nie spieszy do pałacu...
- To dobrze, chodź.
Ruszył szybko w
przeciwna stronę.
- Tarik, poczekaj! -
podbiegłam do niego - Gdzie idziemy?
- Po pierwsze, mów do
mnie Tar, a nie Tarik.
- Dobra, Tar.
- Po drugie, mieszkam
niedaleko.
- Czyli idziemy do
twojego domu, tak?
- Dokładnie. W nocy
pewnie będzie jeszcze więcej strażników.
Skręcił w jakąś
uliczkę, a ja za nim. Po paru krokach zatrzymał się i odwrócił się do mnie.
- Już jesteśmy.
To naprawdę było
niedaleko.
Tarik otworzył drzwi i
przepuścił mnie do środka. Kiedy wszedł, zapalił pochodnie i wziął ja do ręki.
Nie widziałam jego domu z zewnątrz, bo było zbyt ciemno, ale wewnątrz przekonałam się, że
Tarik nie należał do zamożnych osób. Miał tylko małą kuchnię połączona z
„dużym” pokojem i dwie sypialnie. Skromnie, ale ładnie.
- Jesteś głodna? -
spytał chłopak.
Dopiero wtedy
poczułam, że od rana nic nie jadłam.
- Trochę...
- Usiądź na tym
krześle, a ja zaraz ci coś przyniosę.
Ledwie zdążyłam
usiąść, a Tarik już przyniósł chleb. Ugryzłam kawałek i od razu poczułam się
lepiej. Chleb nie zaspokoił mojego głodu... Ale i tak byłam wdzięczna Tarikowi, że się ze mną podzielił. To miłe z jego strony... Przez cały czas jedzenia, Tarik przyglądał
mi się tak, jakby chciał coś powiedzieć. Jednak tego nie zrobił.
Później pokazał mi
gdzie jest łazienka i pokój, w którym mogę spać. Szybko się opłukałam i
położyłam się w ubraniu na łóżku (nie miałam piżamy). Już po chwili zawładnął
mną sen. Niestety to nie był fajny i miły sen, tylko koszmar…
Na początku śniło mi
się, że znowu wylądowałam w lochu w pałacu Kleopatry. Zobaczyłam Gassa, który
mówił, że wszystko będzie w porządku. Stał po drugiej stronie kraty, która nie
pozwalała mi wyjść na wolność. Miał klucz w ręku, ale nie otworzył mojej celi.
Potem ujrzałam Cezara
podczas posiedzenia senatu. Widziałam jak spiskowcy zadawali mu rany, a on był
bezbronny. Jego ostatnimi słowami były te, o których dowiedziałam się z
podręcznika od historii: „I ty, Brutusie,
przeciwko mnie?”. Brutus odpowiedział mu ostatecznym ciosem. Ta scena była
tak realna, że wydawało mi się, że naprawdę tam się znajdowałam, tylko nie
mogłam się ruszyć. Tak mi było żal Cezara, że poczułam łzy spływające mi po policzkach.
W takim stanie obudziłam się z krzykiem. Kiedy się trochę uspokoiłam,
usłyszałam kroki. Super, musiałam oczywiście być tak głośno, żeby obudzić
Tarika. Świetnie.
Po chwili Tar wszedł do pokoju.
- Co się stało?
Wszystko w porządku? Słyszałem jak krzyczałaś… - słychać było troskę w jego
głosie.
- Tak, wszystko
dobrze. – chciałam, żeby to zabrzmiało przekonująco, ale mój głos drżał.
Tarik zauważył to.
Wyszedł i wrócił z pochodnią. Gdy zobaczył w jakim byłam stanie od razu
powiedział:
- Alex, przecież
widzę, że nie jest wszystko dobrze. – przysunął krzesło, które było w pokoju, do
łóżka, na którym leżałam – Nie potrafisz kłamać – dodał z lekkim uśmiechem,
powiesił pochodnię na ścianie i usiadł.
- Naprawdę, wszystko w
porządku…
- Alex, wiem, że to
nieprawda.
- Ale… - znowu
załkałam chociaż to do mnie niepodobne. Rzadko płaczę. – Tar, nie zrozumiesz…
- Błagam cię, Alex!
Ciągle mi powtarzasz, że nic nie zrozumiem, ale jak mam cokolwiek wiedzieć
skoro nie chcesz mi nic powiedzieć?
- Miałam po prostu zły
sen. Nic ciekawego, naprawdę.
- Po prostu powiedz,
że nie chcesz mi nic wyjaśnić.
Westchnęłam. Dałam za wygraną.
- Dobrze, Tar,
spróbuję ci trochę wytłumaczyć… Ale w takim razie muszę zacząć od początku. Tylko
proszę, nie śmiej się ze mnie. Nie karzę ci wierzyć w to, co powiem, ale to
prawda.
Opowiedziałam mu
wszystko. Nawet to, jak uciekłam z pałacu i trafiłam do domu Abli. Dosłownie
wszystko. Zaufałam mu, chociaż sama nie wiedziałam dlaczego… Był jedyną osobą,
która dowiedziała się całej mojej historii ze wszystkimi szczegółami. Miałam
nadzieję, że nie popełniłam błędu mówiąc mu o tej całej przepowiedni i
„Wojowniczce”…
Tarik ani razu mi nie przerwał,
po prostu słuchał. Byłam pewna, że musiał zapisywać każde moje słowo w pamięci,
żeby ułożyć całą tą skomplikowaną układankę w jedną logiczną całość. Kiedy skończyłam mój monolog,
spojrzałam na niego. Przez chwilę wpatrywał się we mnie, nie mogąc uwierzyć w tę
moją dziwną opowieść. Wydawało mi się, że to milczenie trwało przez wieczność.
- To niesamowite,
Alex… - zaczął. Widziałam, że był zaskoczony. – Wierzę ci, choć to się wydaje
absolutnie niemożliwe.
Ulżyło mi.
- Dziękuję, Tar.
- Ale za co mi dziękujesz?
– zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
- Za wszystko –
uśmiechnęłam się – Z tego wszystkiego nie opowiedziałam ci mojego koszmaru! –
zorientowałam się.
- Rzeczywiście –
roześmiał się – Powiesz mi?
Opowiedziałam mu.
- Alex, to tylko sen –
próbował mnie pocieszyć.
- Tak, wiem. Mówiłam
ci, że to nic ważnego.
- Skąd wiesz, że to
jest nieważne?
Wzruszyłam ramionami.
- Spróbuj zasnąć,
Alex. Jutro zaprowadzę cię do pałacu.
Dopiero wtedy
poczułam, jak bardzo byłam zmęczona.
- Dobranoc, Tar. –
powiedziałam zamykając oczy.
- Dobranoc, Alex.
*****
Obudziłam się, krzycząc
„NIEEE!”. Następny koszmar…
- Alex? – nawet nie
zauważyłam, kiedy Tarik pojawił się w drzwiach do pokoju. Tym razem od razu
przyszedł z pochodnią.
- Przepraszam, Tar.
Znowu miałam koszmar. Nie chcę, żebyś przeze mnie był niewyspany…
- To nic, Alex. I tak
raczej późno zasypiam i wcześnie wstaję. Chcesz podzielić się ze mną tym
koszmarem?
- Śniło mi się… -
zaczęłam, a Tarik zawiesił pochodnię i znowu usiadł na krześle przy łóżku –
Mówiłam ci o Faridzie, który jest bardzo chory i nikt nie może go uleczyć?
Chłopak przytaknął.
- Więc śniło mi się… -
głos mi się załamał – Śniło mi się, że on… - próbowałam powstrzymać napływające
łzy. Ostatnio zdecydowanie za dużo płakałam, a to do mnie niepodobne. - … że
on… on… u-umarł – zdołałam w końcu z siebie wydusić. Niestety nie potrafiłam
się powstrzymać przed szlochem. Co jest ze mną nie tak? Zawsze potrafię się
opanować i nie pokazywać, jak spływają mi po twarzy łzy.
Tarik wziął mnie za rękę, przez co chciał dodać mi
otuchy. Byłam mu za to wdzięczna (znowu).
- Pamiętaj, Alex, że to tylko zły sen… - powiedział
cicho.
- W-Wiem. – szepnęłam w odpowiedzi.
- Będę starał się tobie pomóc, ale jestem jedynie
zwykłym chłopem… Zrobię wszystko, na co mnie stać. A teraz spróbuj
znowu zasnąć… Wszystko się jakoś ułoży.
Zasnęłam nadal trzymając Tarika za rękę. Tym razem był to spokojny sen…
~~~~~~~~~~~~~~
Oto jestem z nowym rozdziałem! Taki bez akcji, ale chciałam, żebyście poznali nowego bohatera - Tarika. Co o nim sądzicie? Jeżeli zauważyliście jakieś błędy (co jest baaardzo prawdopodobne), to napiszcie o nich w komentarzu. ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Subskrybuj:
Posty (Atom)