wtorek, 10 września 2013

Rozdział 10


                Pulsowało mi w głowie. Zwijałam się z bólu głowy i z bólu brzucha. Otworzyłam oczy. Cela zmniejszyła się dziesięciokrotnie. Była naprawdę mała. Krata była grubsza i miała mniejsze otwory. Pilnowało mnie dwóch strażników. Byli wysocy i potężni, ale to nie byli ci sami, którzy mnie znokautowali i przenieśli do tego miejsca. Zostałam uznana jako bardzo niebezpieczna osoba. Zagrożenie.
                Ale co mogli zrobić Gassowi? Przeze mnie miał kłopoty… To wszystko moja wina. To wszystko przeze mnie… A tak w ogóle to po co ja się tu znalazłam??? W sensie, w starożytnym Egipcie… I jak do tego doszło? Moim zdaniem ta chatka ma coś z tym wspólnego…

- Aaaa! – jęknęłam cicho, ponieważ ból nie przestawał. Wręcz przeciwnie: głowa bolała mnie coraz bardziej. Brzuch niestety też.

W takim stanie, to ja tu nie wytrzymam!!!

Zamknęłam oczy.

Czułam łzy spływające po mojej twarzy. Łzy z bólu.

W parę dni zdążyłam awansować z „luksusowego” pokoju dla gości do małej, mocno strzeżonej celi. Stąd to się na pewno nie wydostanę. A nawet jeśli by mi się udało, to nie dotarłabym do Rzymu na czas…
               Nagle usłyszałam skrzypiące trzeszczenie kluczy. Ktoś do mnie przychodził. Nie, nie w odwiedziny… Przez łzy dostrzegłam rękę wsuwającą coś do celi, w której się znajdowałam. Ostatkiem sił podniosłam się na łokciu i zobaczyłam miskę. W niej było coś, co nie wyglądało apetycznie. Wyglądało obrzydliwe. Ledwie spojrzałam w stronę osoby, a krata została zatrzaśnięta. Wylądowałam na kamiennej, zimnej podłodze lochu. Przestałam czuć mój łokieć.
- Aaaa!!! – krzyknęłam z bólu głowy spotęgowanym przez odgłos kraty – Trochę ciszej!!!

- Dlaczego? – usłyszałam w odpowiedzi – Możemy być jeszcze głośniej!!!

Obydwaj strażnicy zaśmiali się złowieszczo.

Przymknęłam powieki.



*****



                Nie wiem ile dni, tygodni spędziłam w głodzie w lochu, ale wydawało mi się, że całą wieczność… Przez ten straszny czas nie jadłam, ale piłam wodę. Jedzenie było niezachęcające i nie miałam na niego ochoty. Za to na szczęście miałam wodę.

                Pewnego dnia lub pewnej nocy (nie miałam pojęcia czy był dzień, czy noc…) usłyszałam kroki kilku osób. Byłam zbyt osłabiona, żeby się podnieść, ale słyszałam rozmowę przed moją celą.

- Zróbcie mi miejsce, dostałem rozkaz od królowej! – usłyszałam brzęk kluczy.

- Mamy jej pilnować i nie dać jej uciec! My też mamy rozkazy! Nie jesteś jedynym strażnikiem w tym pałacu! – to był jeden z pilnujących mnie strażników.

- Dostałem rozkaz, żeby ją wypuścić!

- Nie wierzę ci. Zostalibyśmy powiadomieni.

- Mam tu sprowadzić królową, żeby wam to udowodnić?

- Oczywiście! Bez dowodów nie wypuścimy jej!

- Gasser, idź po królową.

Na dźwięk jego imienia dostałam dodatkowych sił. Otworzyłam oczy. Widziałam tylko strażników, którzy mnie pilnowali. Gassowi wybaczyli! Nic mu się nie stało! Czułam narastającą we mnie radość, dopóki…

- Tak jest! – odpowiedział Gass i odszedł.

Słyszałam zmęczenie i cierpienie w jego głosie. Zamknęłam oczy. Co oni mu zrobili??? Przecież to wszystko przeze mnie, powinni mnie bardziej ukarać! Gass był niewinny!

Straciłam wszystkie siły. Nie mogłam nawet ruszyć palcem.

Znowu usłyszałam kroki.

- Macie ją wypuścić! – oznajmiła Kleopatra.

Byłam na nią zła. Jak mogła pojechać sobie do Rzymu, a mnie zostawić w lochu?! Właśnie… Moment… Kleopatra nie powinna być w Rzymie??? Chyba, że…

- Tak jest, Wasza Wysokość! – odpowiedzieli pilnujący mnie strażnicy.

Odsunęli się. Ktoś przekręcił zamek. Poczułam się unoszona. Minimalnie uchyliłam powieki. Mignęła przede mną twarz Kleopatry. Oczy miała czerwone. Czyli już to się stało. Cezar nie żyje.


~~~~~~~~~~~~~~

Długo nie dodawałam rozdziału, bo po prostu nie miałam czasu. Przepraszam, ale trudno pogodzić dwie szkoły i do tego już mam zapowiedziany sprawdzian -,- Ten post nie jest jakiś super, ale zawsze coś. Nie wiem kiedy będzie następny. Może to trochę potrwać...  Komentujcie! To naprawdę pomaga! Wystarczy chociaż jedno słowo! Dajcie znać, że to czytacie!

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 9



                Kiedy otworzyłam oczy, nie miałam pojęcia gdzie jestem. Czułam przeszywające mnie dreszcze… Było tu bardzo zimno. Brrr… Podniosłam wzrok z kamienistej podłogi i zobaczyłam… KRATY. Siedziałam za kratami. Byłam w lochu.    Ale dlaczego? Poczułam straszny ból z tyłu głowy. Dotknęłam ręką to miejsce. Miałam guza. Ale co się stało? Nic nie pamiętałam… Popatrzyłam na moje ubranie. Miałam na sobie „piżamę”… I wtedy wszystkie obrazy tej nocy powróciły do mnie. Złapałam się za głowę. Muszę za wszelką cenę uratować Cezara… Chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł…

1.       Nie wiem, czy można zmienić bieg historii…

2.       Jak Cezar umrze wszyscy mi uwierzą.

3.       Kiedy Cezar umrze, Kleopatra wróci.

4.       Może zostanę wypuszczona z więzienia…

Ale wtedy królowa uwierzy, że jestem jakąś tam „Wojowniczką”. A to nieprawda. Chyba. Mam taką nadzieję…

- Przepraszam Alex, - na dźwięk mojego imienia puściłam głowę i spojrzałam w kierunku głosu… Zza krat patrzył na mnie ten młody strażnik… - próbowałem powstrzymać uderzenie, ale mi się nie udało…

Spuścił wzrok.

- Wybacz mi, Alex. – szepnął - Naprawdę nie chciałem, żebyś była tak traktowana… Niestety poza mną nikt nie był po twojej stronie…

Przeżyłam następny szok. Ja tu nie wytrzymam psychicznie.

- Ale… Nie masz za co przepraszać – usłyszałam słowa padające z moich ust – Nie powinnam mówić tego Kleopatrze. – tym razem to ja spuściłam wzrok – Powinnam działać sama. Powinnam spróbować uratować Cezara… - głos mi się załamał. Dlaczego mówię coś takiego nieznajomemu strażnikowi??? Jakoś czułam, że mogę u zaufać… - Wszystko powinnam przemyśleć, a nie… - przerwałam. Wzięłam głęboki oddech. – Jestem głupia – wyznałam cicho.

Miałam nadzieję, że mnie nie usłyszał… To, że jestem głupia powiedziałam bardzo, ale to bardzo cicho…

- Nie jesteś głupia – powiedział strażnik. Zaskoczona (tak, znowu…), popatrzyłam na niego z załzawionymi oczami. Pewnie wyglądałam na jakąś tchórzliwą dziewczynę… Trudno, niech myśli o mnie co chce.

Cisza wydawała się straszliwie długa.

- Ja ci wierzę – dodał strażnik - Myślę, że jesteś Wojowniczką…

- Nie kłam – odburknęłam.

- Ale ja naprawdę ci wierzę! Alex, na Maata, myślisz, że kłamię?! Nie kłamię! Przyrzekam ci, – prawą rękę położył na sercu, a lewą podniósł do góry – że wierzę w twoje ostrzeżenia dotyczące śmierci Cezara i spróbuję ci pomóc.

Patrzyłam na niego nie mogąc uwierzyć, że dzieje się to naprawdę.

- Dziękuję… - zdołałam wydusić z siebie – No to jesteś chyba jedyny…

- Obawiam się, że tak…

Znowu nastała cisza. Nie wiedziałam jak dalej potoczyć rozmowę…

- A tak w ogóle, to jak się nazywasz? – zapytałam.

- Jeszcze ci nie powiedziałem? – zmarszczył czoło – Chyba rzeczywiście nie… Jestem Gasser, ale mów do mnie Gass – uśmiechnął się.

Spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł mi okropny grymas.

- Muszę się stąd wydostać – powiedziałam po dłuższym namyśle.

- Jeżeli uciekniesz to królowa z pewnością skaże cię na śmierć – odpowiedział Gass – Nie wiem, jak ty to zrobiłaś, że dostałaś się tylko do lochu, a nie na tortury, Alex. Królowa nie ma litości. Masz szczęście. Albo naprawdę cię polubiła. Lub myśli, że jesteś Wojowniczką…

- Czy królowa już pojechała do Rzymu?

- Oczywiście, że tak. Wczoraj rano.

- Chwileczkę… Gass, czy ty powiedziałeś „WCZORAJ rano”???

- Tak.

- A teraz jest rano, południe, czy co?

- Jest wieczór, Alex.

- Czyli byłam nieprzytomna aż dwa dni???!!!

- Wiesz… Mocno dostałaś w głowę…

- Gass, musisz mnie wypuścić!

- Chciałbym, ale nie mogę…

- Masz klucz?

- Nie, klucze ma główny strażnik lochów.

- No to weź go i mnie wypuść!!!

- Alex… Ja nie mogę… Naprawdę…

- NIE MOGĘ SIEDZIEĆ TUTAJ W LOCHU, JEŻELI NIKT NIE POMOŻE CEZAROWI! MUSZĘ CHOCIAŻ SPRÓBOWAĆ! GASS, ROZUMIESZ??? TU CHODZI O CEZARA!!!

- Alex, spokojnie… Zwrócisz tylko na siebie uwagę…

- WYPUŚĆ MNIE!!!

- Alex, strażnicy nadchodzą – przybliżył się do kraty i zniżył głos – Proszę, przestań krzyczeć…

- MUSZĘ POMÓC CEZAROWI!!! WYPUŚĆ MNIE!!!

Nie słyszałam żadnych kroków, więc niczego się nie obawiałam. Nie słuchałam Gassa. A powinnam… Nagle zobaczyłam jego ciało osuwające się na podłogę. Przestałam się wydzierać. Nad nim stało dwóch potężnych strażników. Jeden z nich wziął klucz i otworzył kratę. Może chce mnie wypuścić? Jednak w ogóle nie miał takich zamiarów… Wszedł do celi i pięścią prawie trafił mnie w głowę. Na szczęście usunęłam się w ostatniej chwili. Nie pomyślałam o jego drugiej ręce, aż dostałam mocny cios w brzuch. Skuliłam się z bólu. Tym razem udało mu się trafić pięścią w moją głowę. Po raz drugi straciłam przytomność.



~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ = KOMENTUJESZ


piątek, 26 lipca 2013

Nie ma Internetu = nie ma rozdziału...

Witajcie,

Ogłaszam przerwę wakacyjną.
Wyjeżdżam, więc przez ponad miesiąc nie będę mięć Internetu, przez co nie będę mogła zamieszczać następnych rozdziałów... Cóż, są wakacje :) Trzeba mieć trochę odpoczynku i oczywiście weny ;D
Kiedy wrócę na pewno coś dodam ^^

Wszystkim życzę udanych wakacji! :)
Autorka

Rozdział 8


Zastygłam na miejscu. Nie no, co ona sobie myśli??? Że może ciągle mnie tak zaskakiwać???!!! Dobra, jest królową i w ogóle, ale bez przesady!!!

- Alex? Co się stało? – zaniepokoiła się Kleopatra.

- Ja… Ja nie… - nadal byłam w szoku – To… jest … n-niemożliwe…

- Ależ czemu? – zdziwiła się.

- Ja… nie… mogę… być… „Wojowniczką”… Nie potrafię nawet utrzymać miecza… - Wow, robię postępy. Wypowiedziałam jedno zdanie bez pauz! Szacun dla mnie!

- Teodozjusz Berdy nigdy nie mówił niczego wprost. Wszystko było niewiadome. Dlatego może nie chodziło mu, że masz umieć się bić fizycznie, ale inaczej…

Kleopatra spojrzała na mnie wyczekująco, ale nie byłam w stanie już niczego wydukać.

Jednak po dłuższej chwili…

- Chodzi o Cezara – oświadczyłam.

- To niemożliwe! Juliusz jest w znakomitej formie! Nie ma wrogów! Jest bezpieczny w Rzymie! – królowa wybuchła takim zdenerwowaniem, jakim u niej jeszcze nigdy nie widziałam – Śmiesz wmawiać mi, że to on umrze?

- Nie… Tak tylko myślę…

- No to tak nie używaj swojej – zastanowiła się nad odpowiednim słowem – INTELIGENCJI – powiedziała z naciskiem.

- Jaki jest teraz miesiąc? – próbowałam zmienić temat i jednocześnie dowiedzieć się o moim przekonaniu.

- Jest marzec. Zbliżają się idy marcowe i Juliusz musi uczestniczyć w posiedzeniu senatu. Przyjechałam do Egiptu po to, aby uczcić święto Tota i jutro rano wyruszam z powrotem do Rzymu.

To chodzi o Cezara.

Jestem tego pewna.

Na sto procent.

- Cezar zostanie zasztyletowany przez spiskowców w czasie tego posiedzenia senatu – zaczęłam mówić strasznie szybko, musiałam zdążyć wszystko jej przekazać i ją przekonać – Muszę jechać z tobą do Rzymu! Proszę Cię, Kleopatro! Może razem mu pomożemy?

- Nie wmawiaj mi tutaj głupstw! – rozkazała królowa – Straż! Zabrać ją do lochu! STRAŻ!!!

Nie wiedziałam, że może krzyczeć AŻ tak głośno.

- Proszę, uwierz mi!

Zobaczyłam jak straż wpada do Sali.

Pozostało mi mało czasu.

Dwóch wzięło mnie za ręce.

Zaczęłam się bronić.

- W idy marcowe otoczy go sześćdziesięciu spiskowców i zada mu dwadzieścia trzy rany! Jedna z nich będzie śmiertelna!!! – wszystko sobie przypominałam z lekcji historii. Ostatnio miałam o Cezarze…

Nie miałam szans.

Zostałam odgrodzona od królowej.

Zbierało się coraz więcej strażników.

Czułam jak wynoszą mnie z sali.

- Kleopatro! – teraz już się darłam – Przynajmniej mnie wysłuchaj!!! Jednym ze spiskowców będzie Brutus!

Straż biegła niosąc mnie do lochu.

Gardło mnie bolało. Traciłam głos.

- Uratuj Cezara! – wątpię, żeby mnie słyszała.

Złapałam oddech.

- Jeżeli go kochasz… - wychrypiałam.

Nadal się szamotałam.

- NIEEE! – usłyszałam. To chyba ten młody strażnik…

Dostałam czymś bardzo ciężkim w tył głowy. Straciłam przytomność.


~~~~~~~~~~~~~~

Co myślicie o tym rozdziale?
Czekam na komentarze i na "Reakcje" :)
Jeżeli czytacie mój blog, to dodajcie się do obserwatorów!

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 7

                Po długim marszu po pałacu zaprowadzono mnie do jednego z pokojów dla gości. Weszłam i zobaczyłam na krótkim, lecz szerokim łóżku mój plecak i reklamówkę z książką… Skąd wiedzieli, że to moje? No tak… Tutaj to się mocno wyróżniam… Kazali mi się rozgościć. Cóż, postaram się. Rozejrzałam się po pokoju. Nie był tak imponujący jak parter… Oprócz łóżka, znajdował się tu mały stolik otoczony dwoma krzesłami i mała skrzynia. W nisze ściennej zobaczyłam parę ubrań. Zauważyłam drugie drzwi. Otworzyłam je i znalazłam się w łazience.
                Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę wejść  – powiedziałam.
Drzwi się otworzyły i zobaczyłam młodą służącą. Była w mniej więcej moim wieku.
- Zostałam poproszona o zaprowadzenie Cię do jadalni na kolację – oznajmiła – Proszę pójść za mną.
Znowu mijałam pełno korytarzy i sal. Aż w końcu niewolniczka otworzyła przede mną drzwi i kazała mi wejść. W jadalni znajdował się bardzo długi prostokątny stół otoczony krzesłami. Od razu rozpoznałam miejsce dla królowej i faraona, gdyż ich siedzenia były bardzo ozdobione i znajdowały się tak, aby „głowa państwa” mogła wszystkich widzieć.
                W jadalni byłam tylko ja i służąca, która mnie tu zaprowadziła. Zauważyłam dwa nakrycia, w tym jedno przy siedzeniu dla królowej. Nie wiedziałam, co mam zrobić… Usiąść nie, bo nie ma Kleopatry… W końcu zobaczyłam jak wchodzi do jadalni otoczona służbą. Spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem. Odruchowo poparzyłam na moje ubranie. Nie przebrałam się w szatę… I tak byłoby to dla mnie za trudne. Kleopatra usiadła na swoim miejscu.
- Usiądź tutaj – rozkazała.
Usiadłam. Ona patrzyła na mnie, a ja na nią. Później służący zaczęli podawać potrawy. Najpierw jeden niewolnik próbował każdego dania, a dopiero potem Kleopatra i ja mogłyśmy je zjeść. Jedzenie było bardzo dobre i chętnie zjadłam kolację. Niestety w dzbanach znajdowało się wino. Nie przypadło mi do gustu, ale musiałam trochę wypić, żeby zadowolić królową… Mam nadzieję, że przeżyję. Trochę zaczęła mnie boleć głowa…
                Kiedy kolacja dobiegła końca, królowa ponownie zaszczyciła mnie krytycznym spojrzeniem (chyba żebym nie zapomniała o mojej wpadce…) i wyszła razem z otaczającą ją służbą. Potem zostałam odprowadzona przez niewolnicę do „mojego” pokoju. Zobaczyłam, że się bardzo szybko ściemnia, więc przeszukałam niszę ścienną, w której znajdowały się ubrania. Na wierzchu były dwie szaty, które Egipcjanie nosili, to znaczy noszą na co dzień. Pod nimi zobaczyłam coś w rodzaju tuniki i uznałam to jako piżamę. Wyjęłam ją. Znalazłam jeszcze szal z wełny i jakąś przepaskę ze skóry. Na podłodze stały sandały chyba i z trzciny i ze skóry, ale nie byłam tego taka pewna… Weszłam do łazienki, która była połączona z „moim” pokojem. Zobaczyłam nalaną wodę w małej wannie, więc umyłam się, przebrałam w piżamę i wślizgnęłam się do łóżka. Nie określiłabym go wygodnym, ale muszę jakoś przeżyć…
                Nie wiem ile czasu wierciłam się na łóżku, ale to nic nie poskutkowało… Wiedziałam, że tej nocy nie zasnę. To co mam zrobić? Czekać do rana? Chyba tyle nie jestem w stanie wytrzymać… Ból głowy stawał się coraz silniejszy i nie do wytrzymania (przynajmniej dla mnie…). Wstałam, przez co zaczęło kręcić mi się w głowie i po omacku odnalazłam szal. Owinęłam go niedbale wokół szyi i wyszłam z pokoju. Musiałam wyjść na świeże powietrze. Wiedziałam, że na zewnątrz jest zimno (moim zdaniem jest zima), ale nie miałam innego wyboru. Błądziłam po korytarzach. Nie mogłam znaleźć wyjścia. A w takiej sytuacji zawroty głowy nie pomagają… Po dłuższym czasie, jakimś cudem, znalazłam się na zewnątrz. Odetchnęłam z ulgą. Od razu poczułam się trochę lepiej. Oceniłam, że wylądowałam w parku. Otaczała mnie ściana drzew. Słyszałam szum fal i nawoływania (pewnie rybaków, marynarzy i strażników). Ból powoli ustępował. Usiadłam na trawie.
                Nagle usłyszałam kroki. Kto może przebywać w parku otaczającym pałac królewski o tak bardzo późnej porze? Czyje to są kroki? Może mi się to wydaje, ale mam wrażenie jakby ten ktoś zbliżał się do mnie… Nie wiem jak, ale zebrałam w sobie odrobinę odwagi i…
- Kto tu jest? – zapytałam.
Momentalnie kroki ustały. Słyszałam jak szybko i głośno wali mi serce.
- Czy to ty, Alex? – usłyszałam w odpowiedzi.
To niemożliwe, to nie może być prawda… (Chociaż i tak wszystko tutaj wydaje się niemożliwe…)
- Kle… - urwałam – W-Wasza Wysokość?
Ponownie usłyszałam kroki, które ewidentnie się do mnie zbliżały… Pewnie królowa zapyta się mnie:
- Co ty teraz tu robisz?
I co ja niby miałabym jej powiedzieć? Że przez jej wino kręciło mi się w głowie? Wtedy bym ją obraziła… Ale… Ale właściwie co ONA tutaj robi???
Nie zauważyłam, kiedy Kleopatra usiadła koło mnie.
- Mów do mnie Kleopatra – powiedziała.
Dopiero wtedy ocknęłam się z moich rozmyślań.
Zatkało mnie.
Nie potrafiłam wydusić ani jednego słowa.
Jednak musiałam coś powiedzieć…
Bo znowu by się na mnie zdenerwowała…
A nie chciałabym do tego dopuścić…
Coś za długo myślę, bo spogląda na mnie z niecierpliwością…
Ups…
- Dobrze, Wa… - przerwałam – Kleopatro…
Uśmiechnęła się.
Ulżyło mi.
- Uwielbiam patrzeć na ciemne niebo oświetlone gwiazdami – wyznała Kleopatra – Wtedy zawsze przypominają  mi się wiersze Safony… - nie miałam zielonego pojęcia kto to jest, ale spróbowałam nie pokazać tego… - W głowie powtarzam sobie:
Gwiazdy wokoło pięknej Selene
Kryją świetlistą postać,
Gdy ta osiągnąwszy pełnię świeci
Nad ziemią całą.
Albo taki:
Gwiazdo Wieczorna, prowadzisz do domu
To co promienna Jutrznia rozproszyła.
- Piękne, prawda? – zapytała się mnie.
Taaa, jasne. Jakbym je bardziej zrozumiała byłoby lepiej mi ocenić… Wiersze ewidentnie nie są moją mocną stroną.
- Tak, piękne… Kleopatro – odpowiedziałam.
Milczenie.
Ale kątem oka zauważyłam uśmiech na twarzy Kleopatry.
- Kleopatro? – zapytałam się.
- Tak?
- Czy mogłabym zadać Ci pytanie? – to „Ci” dziwnie brzmi jak zwracam się do ostatniej królowej Egiptu…
- Słucham cię.
- O co chodzi z tą – zawahałam się. Może lepiej nie pytać? Już jednak podjęłam decyzję. – „przepowiednią”?
Momentalnie uśmiech z jej twarzy znikł.
Chyba nie powinnam była o to pytać…
- Skąd o niej wiesz?
- Usłyszałam „przepowiednia” jak mówiłaś coś do strażnika w Gizie…
- Chodź za mną.
Zdziwiłam się.
Czy ona ZAWSZE będzie mnie zaskakiwać???
Wstała i ruszyła w stronę pałacu.
A ja za nią.
Ponownie mijałam kolejne korytarze oświetlone pochodniami, aż w końcu stanęłyśmy przed jakimiś drzwiami w podziemiu.
Kleopatra otworzyła je i weszłyśmy do środka.
Sala, a raczej jaskinia, była oświetlona dwoma pochodniami. Królowa wzięła jedną i podeszła do skały naprzeciwko wejścia.
- Przeczytaj – rozkazała.
Spojrzałam i wtedy to zobaczyłam.
Ściany były pokryte pismem.
Popatrzyłam tam, gdzie Kleopatra. Przede mną było coś zapisane hieroglifami. Nie potrafiłam tego rozczytać.
No tak, mówić to potrafię, ale czytać nie.
- Nie potrafię… - wyznałam Kleopatrze.
Spojrzała na mnie z lekkim niedowierzaniem, ale nie skomentowała tego. I dobrze.
- W takim razie ja to przeczytam. Ale najpierw muszę ci powiedzieć, iż znajdujemy się w Sali Przepowiedni. Spisał je pewien geniusz za czasów pierwszego faraona z mojej dynastii, czyli dynastii Ptolemeuszy. Miał na imię Teodozjusz Berdy. Przewidywał przyszłość i zapisał ją w tych oto przepowiedniach. – wskazała ręką na ściany – Wszystkie przepowiednie dotyczące przeszłości sprawdziły się. – pokazała w skały po lewej stronie od wejścia - Dobrze nie będę już więcej ci opowiadać, to jest wystarczające. Ta przepowiednia brzmi tak:
Niepokonany władca zostanie zabity przez spiskowców.
W ich gronie znajdą się także jego przyjaciele.
Wtedy życie jego dziecka będzie zagrożone.
Jedynie Wojowniczka będzie w stanie uratować dziecko.
Po przeczytaniu tej przepowiedni królowa spojrzała na mnie. Pewnie chciała zobaczyć moją reakcję.
Moim zdaniem to chodzi o Cezara. Jestem tego pewna. Ale bardziej interesowałam się inną sprawą w tym momencie…
- Dlaczego zapoznałaś mnie z tą przepowiednią? - zapytałam się.
Zauważyłam na jej twarzy wahanie.
- Myślę… - zaczęła – Myślę, że to ty jesteś Wojowniczką…

~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję za głosowanie w ankiecie i w reakcjach! To bardzo pomaga ;D
Jeżeli jeszcze nie zagłosowałaś/zagłosowałeś w ankiecie lub w reakcjach, wyraź swoją opinię!
Następny rozdział dodam jak pojawi się jeden komentarz!!!
Zatem czytajcie, komentujcie, obserwujcie i głosujcie!!! ^^

CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

Uwaga!
Znalazłam ciekawy blog:
przygodykiary.blogspot.com
Polecam!